8/22/2016

Kamasi Washington @ Tauron Nowa Muzyka, NOSPR



Katowicki występ Kamasiego Washingtona wraz z zespołem zakończył 11. edycję festiwalu Tauron Nowa Muzyka. Muzycy wystąpili w sali koncertowej Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach bez wsparcia chóru i orkiestry znanych z zapisu studyjnych kompozycji na płycie The Epic. To nie była jedyna personalna nieobecność podczas koncertu. Amerykański basista Thundercat, związany z wytwórnią Brainfeeder, znany przede wszystkim fantastycznych solówek na wspomnianej płycie, nie znalazł się w składzie na ten wieczór. 

Ograniczony (w porównaniu do innych europejskich koncertów) skład z jakim wystąpił Pan Washington nie wpłynął negatywnie na jakość występu. Przeciwnie. Surowość wykonania repertuaru zbliżyła zespół do dawnego, nieokiełznanego muzykowania nastawionego na improwizacje i czerpanie radości z aktu grania muzyki. Na sali NOSPRu zabrzmiały wybrane nagrania znane z pyty The Epic w nowych aranżacjach, z poszerzoną częścią wprowadzającą do kompozycji oraz niewystępującymi na płycie rozbudowanymi partiami solowymi, sprawiała wrażenie obcowania z poszerzoną wersją albumu o pomysły, które albo nie zmieściły się na trzech winylach lub powstały po nagraniu stanowiąc ich udane uzupełnienie. 

Dwóch perkusistów trzymało rękę na pulsie, dając tym samym możliwość kreatywnego grania partnerom,  oprócz lidera, nieoceniony wkład w przebieg koncertu mieli grający na puzonie Ryan Porter, na kontrabasie Miles Mosley oraz Brandon Coleman na instrumentach klawiszowych. Wspomniany lider grupy prowadził zespół równo, lecz za sprawą doboru repertuaru nie obyło się bez momentów zakłócających swobodny przepływ muzyki.

Od rozpoczynającego "Change Of The Guard" aż po "Malcolm's Theme" z udziałem wokalistki Patrice Quinn, całość brzmiała przekonująco, to właśnie w tej części dochodziło do wirtuozerskich popisów gry wspomnianych muzyków. Sytuacja uległa pogorszeniu po wykonaniu utworu poświęconego pamięci Malcolma X. Wybiciem poza rytm koncertu była kompozycja pana Colemana pt. The Resistance, która niepotrzebnie pojawiła się w programie, tak jak instrumentalna dysputa na perkusjach między Tonym Austinem i Robertem Millerem jr. 

Rekompensatę tych kilku, nie do końca udanych minut, zapewniła kompozycja wieńcząca występ. Kolektywnie zagrany utwór "The Rhythm Changes", pełen podniosłych momentów i spiritual-jazzowych saksofonowych wtrąceń lidera, na długi czas znajdzie swoje miejsce w pamięci. Dobre wrażenie zostało zatarte przez niepotrzebny bis, który w ujęciu całościowym nie wprowadzając nowych elementów, mocno kontrastował z ostatnim utworem regularnego programu.

Kamasi Washington jako lider, solista i kompozytor zaprezentował się z najlepszej strony, oczekiwania jakie wiążą z nim słuchacze i krytycy zostały spełnione. Z pewnością to nieostatnie słowo muzyka, który wyraża siebie w sposób nowoczesny, korzystając z tradycji i doświadczenia, które reprezentował obecny na scenie ojciec saksofonisty Ricky Washington.

8/19/2016

Polski piątek jazzowy (PPJ vol 3): Tomasz Szukalski - Tina Kamila



Na początku sierpnia minęła czwarta rocznica śmierci Tomasza Szukalskiego, współtwórcy m.in. takich nagrań jak Winobranie, Drums Dream czy Balladyna

Odejścia bywają bodźcem do sięgnięcia po płyty oplakiwanego artysty. Tym razem data 2 sierpnia nie miała wpływu, gdyż chęć obcowania z muzyką najlepszego sidemana w polskim jazzie (za jakiego można uznać pana Szukalskiego) była wynikiem naturalnej potrzeby przebywania z pięknem. 


Tina Kamila to piękny kawałek polskiego jazzu z końca lat 80 XX wieku. Muzyka została zaaranżowana przez nestora polskiego jazzu Jana Ptaszyna Wróblewskiego, który całkiem niedawno obchodził 80. urodziny. Wykonanie powierzono Grand Standard Orchestra, prowadzoną przez niedawnego solenizanta. Dużym wsparciem są koledzy pana Szukalskiego z Time Killers - Wojciech Karolak i Czesław Bartkowski. 

Znając wczesniejsze nagrania Grand Standard Orchestra dla PolJazzu, w bez słuchania prezentowanej płyty, można przewidzieć kierunek w jakim podążyli muzycy podczas sesji. Łagodne kompozycje na orkiestrę wypadają smooth jazzowo. Album ze zdjęcia powyżej, brzmi jak soundtrack do musicalu zakończonego happy endem, co nie byłoby niemożliwe, gdyż większość kompozycji znajdujących się na LP to amerykańskie standardny jazzowe. 


Ton saksofon pana Szukalskiego jest wyrazisty lecz gładki, zapadajacy w pamięć, pełen niuansów, i zachwycającycj momentów. Jego ton przypomina instrumentalny głos Davida Murraya, awangardzisty, który podobnie jak autor Tina Kamila sięgał do tradycji interprtując ją na swój, niepowtarzalny sposób.

Tomasz Szukalski ‎– Tina Kamila
Polskie Nagrania Muza ‎– SX 2250

Format: Vinyl, LP
Country: Poland
Released: 1986
Genre: Jazz

Cykl "Polski Piątek Jazzowy" można obserwować również na facebooku oraz instagramie.

8/16/2016

Katowice @ Wrocław, czyli jazz podczas Koalicji Miast

Rok 2016 dla miasta Katowice i mieszkańców miał być szczególny. Podjęte sześć lat wcześniej działania kulturalne związane z kandydaturą miasta w projekcie Europejska Stolica Kultury miały spowodować, że Katowice kojarzone (w najlepszym razie) z Halą Widowiskowo-Sportową Spodek, zamieni się w miasto kwitnące kulturą. Pomimo ogromnego entuzjazmu, zaangażowania i wiary w zwycięstwo, stało się inaczej. Tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 otrzymał Wrocław. 



Katowice tytułu nie otrzymały, lecz zmiany jakie zaszły w podejściu do kultury oraz lokalnej integracji otworzyły kolejne drzwi. Pod koniec ubiegłego roku stolica Górnego Śląska uzyskała tytuł Miasta Kreatywnego UNESCO w dziedzinie muzyki. 



Od 15 sierpnia Wrocław przeżywa muzyczną inwazję z Katowic. Miasto Kreatywne UNESCO w dziedzinie muzyki zamknie prezentację Koalicji Miast Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Finał, w jazzowym stylu przewidziano na 21 sierpnia. Wtedy we wrocławskim Arsenale Miejskim (ul. Cieszyńska 9) odbędą się dwa wyjątkowe koncerty.

Pierwszy z nich Silesia plays Savory zaplanowano na godzinę 19.30. Jak podają organizatorzy - Absolutna europejska premiera. Ożywienie zapomnianych nagrań gigantów jazzu lat 30. I 40. XX wieku. Wszystkie zostały zarejestrowane na winylowych płytach przez Williama Savory’ego, który nagrywał najczęściej koncerty transmitowane na żywo w amerykańskim radiu. Przez dziesięciolecia „kolekcja Savory’ego” była Świętym Graalem jazzu – wszyscy wierzyli, że gdzieś jest, ale nikt nie wiedział gdzie. W 2010 roku ponad 1000 winyli pozyskał National Jazz Museum w nowojorskim Harlemie i zaczął eksplorować ten muzyczny skarb. Loren Schoenberg, dyrektor muzeum i saksofonista zarazem, postanowił zrobić coś więcej. Wraz z zapraszanymi muzykami wykonuje najwspanialsze utwory z kolekcji. Do tej pory można je było usłyszeć tylko w trzech miejscach w Stanach Zjednoczonych, w tym w Smithsonian Institution w Waszyngtonie. Teraz projekt zostanie wykonany po raz pierwszy w Europie. Schoenberg zaprosił do niego katowickie RGG Trio, które wystąpi na jednej scenie wraz z puzonistą Samuelem Blaserem

foto. KMO


O godzinie 21.00 w tym samym miejscu rozpocznie się drugie planowane wydarzenie. CallTrane to uzupełnienie koncertu Silesia plays Savory. W tym przypadku – spotkanie sztuk: muzyki, poezji i grafiki. Wszystko w hołdzie gigantowi jazzu Johnowi Coltrane’owi. Jego uduchowiona muzyka była źródłem inspiracji dla saksofonisty związanego z Katowicami - Macieja Obary. Wraz ze swoją międzynarodową grupą Obara International Quartet skomponował utwory w hołdzie Coltrane’owi. Żeby wejść głębiej w idee przyświecające Coltrane’owi i w ducha czasów, w których tworzył, katowicki aktor Dariusz Chojnacki uzupełnia koncert wierszami poety Amiri Baraki. Całość wizualnie spina "żywopisanie" Mariana Oslislo, grafika, projektanta i plakacisty, wieloletniego rektora Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. Kreślone przez niego na żywo cytaty z Coltrane'a trafiają natychmiast na wielki ekran, stając się rodzajem słowno-graficznych wizualizacji. 

Wstęp na koncerty jest bezpłatny.

foto. KMO

6/23/2016

Cok: NuFunk (2016)

Staramy się wspierać niezależne wydawnictwa nawet jeśli muzyka nie jest tłoczona na winylu. Do takich wydawnictw należy producencki album Cok'a. Wydany własnym sumptem NuFunk tworzy siedem numerów - jak sam autor wspomina - inspirowanych latami siedemdziesiątymi. Nam jednak po głowie chodzi ósma dekada ubiegłego wieku z charakterystycznym syntezatorowym funkiem.

Album w wersji CD można nabyć tu.

Od kliku dni, autor na FB zdradza szczegóły produkcji albumu. Postanowiliśmy zebrać wszystkie wpisy w jednym miejscu i połączyć z muzyką. Przyjemnego odbioru!

"NuFunk"
Początkowo nie miał być singlem choć po namyśle stwierdziłem, że jednak powinien reprezentować album. Mimo, iż jest najdłuższy na całej płycie, co przy tworzeniu teledysku zawsze ma znaczenie. Wizja na sam klip pierwotnie także była inna. Planowałem nakręcić po prostu letnie ujęcia i zmontować je w ciekawy sposób. Ten zamysł miał jednak jeden problem – nieprzewidywalna pogoda, od której nie chciałem być do ostatniej chwili przed premierą zależny. Wpadłem więc na koncepcję, której realizacja wymagała poświęcenia wielu godzin, gdyż niemal każda sceneria przygotowana jest od zera. Osobno ściany, podłogi, krzesła, fotele, stoły, telewizory… Cieszę się jednak, że ostatecznie to ta idea na obraz się urzeczywistniła. Chociażby dlatego, że mogłem przedstawić jeszcze więcej inspiracji z lat 70., które bezapelacyjnie składają się na NuFunk!



"Hot Chocolate"
Aranżacyjnie miał on być nieskomplikowany, co wbrew pozorom utrudniało mi pracę. Dodam, iż sam tytuł nie jest nawiązaniem do brytyjskiego, funkowego bandu o tej samej nazwie.



"Funky Town"
Był on drugim w kolejności utworem stworzonym na potrzeby płyty. Zespół Lipps, Inc. na swoim debiutanckim albumie posiadał piosenkę o takim tytule, jedynie pisownia się różniła. Ja miałem go gdzieś z tyłu głowy, nadając akurat ten tytuł dla mojej kompozycji.



"SoulSpirations"
Tytuł jest nawiązaniem do muzycznego bloga, którego prowadziłem przez pewien czas. Początkowo miał to być numer nieco bardziej skitowy, bez bębnów i bassu, jednak spodobał mi się na tyle, że rozwinąłem jego formę. Dodatkowo moim celem było stworzyć wyobrażenie słuchania jakiegoś soulowego utworu z płyty gramofonowej. Między innymi dzięki trzaskom czy cichemu odliczaniu perkusisty przed nagraniem w studio, cel – tak mi się przynajmniej wydaje – został osiągnięty. Zestaw perkusyjny nie jest tu typowy, gdyż do zbudowania sekcji rytmicznej wykorzystany został instrument o nazwie Cajon.




"Summer Rain"
Początkowa jego wersja powstała w ciepły, deszczowy dzień, co oczywiście zmusiło mnie do nadania takiego tytułu ukończonej aranżacji. Strasznie lubię w nim dograne bongosy, ponieważ dzięki nim utwór nabrał nieco afrykańskiego klimatu.



"Sunset"
Był pierwszym stworzonym numerem na płytę. Początkowo miał nawet być singlem, jednak przez fakt, że jest najspokojniejszy i najwolniejszy z albumu, zmieniłem tę decyzję.



"In The Shelter Of Palm Shadow"
Powstał jako ostatni i to chyba przez ten fakt jest moim ulubieńcem z płyty. Dodatkowo okazał się być najszybszą kompozycją na całym albumie. W refrenie wysamplowany został filadelfijski zespół kobiecy, lecz jego nazwy z wiadomych przyczyn podać nie mogę!



Na temat okładki:
Pamiętam dzień, w którym postanowiłem stworzyć okładkę. Początkowo otworzyłem sobie Photoshopową sesję w małych rozmiarach, by wykonać jakieś próby, szkice, znaleźć konkretną koncepcję. Oczywistym było, że nic ciekawego nie urodzi się przy pierwszej próbie więc nie przejmowałem się małym rozmiarem obrazu. Los jednak wolał sobie ze mnie zadrwić. Udało mi się wyklarować wizję na reprezentacyjny front, a przez to, że byłem pochłonięty rysowaniem, nawet go ukończyłem. Przez wpadkę z rozmiarem pliku musiałem jednak wykonać tę samą pracę od nowa. Nienawidzę tego! W kwestii wizualnej sporo osób dopytuje co oznacza czerwone oko tejże damy. Zawartość muzyczna płyty w dużej części inspirowana jest latami 70-tymi, na współ ze współczesnością. Tak samo sprawa ma się z okładką. Sama czarnulka odnosi się do klasycznych okładek tamtych lat, natomiast reprezentować nowoczesność miały wstawki z fragmentami szkieletu robota. Nie do końca podobał mi się uzyskany efekt, jednak by to odniesienie do teraźniejszości jednak pozostało, jako namiastkę zostawiłem oko cyborga! O słońcu-afro chyba wspominać nie muszę, prawda?


5/24/2016

Jazzperformance w Katowicach

Ledwo opadły emocje związane z tegoroczną edycją Katowice JazzArt Festival, a przed nami kolejne wyjątkowe wydarzenie w Katowicach. Instytucja Katowice Miasto Ogrodów oraz krakowska Fundacja Miasto Literatury zapraszają na widowisko Jazzformance podczas, którego znakomici jazzmani zinterpretują wiersze wybitnych poetów.

foto. D. Kozłowski

Jazzformance - według organizatorów - to nowa forma muzycznego widowiska. Głos aktora recytującego poematy Witolda Wirpszy tworzy kolejną linię melodyczną spektaklu, a językowe eksperymenty poety stają się inspiracją dla muzyków jazzowych, których wirtuozeria opiera się na improwizacji i grze skojarzeń. 

JAZZFORMANCE Wirpsza
27 maja, godz. 20.00
Kinoteatr Rialto
Wstęp wolny! 

Wystąpią:
Marcin Oleś (kontrabas)
Bartłomiej Oleś (perkusja)
Piotr Orzechowski „Pianohooligan” (fortepian)
Radosław Krzyżowski (głos)
Dawid Kozłowski (wizualizacje)

5/21/2016

Break up to make up (2)

grafika: rso196


Wokalista jazzowy Joe Williams już ponad pół wieku temu twierdził, że mężczyzna nie powinien płakać. Łzy nigdy nie powinny być kojarzone z wyglądem prawdziwego mężczyzny. Oczy mężczyzny muszą pozostać suche, nawet jeśli napad płaczu spowoduje ulgę

Dlaczego mężczyźni płaczą? To proste jak 2 + 2. Przez kobiety. W męskim soulu to kobiety inicjują rozstania. Ładnie napisane „inicjują”. Mówmy wprost – kobiety porzucają. Z natury niemożliwe do zaspokojenia w jakiejkolwiek dziedzinie życia wysysają z mężczyzn to co najlepsze – wrażliwość i poświęcenie. Lee Fields mógłby powiedzieć wiele o kobietach. Z pewnością uczyni to z chęcią, lecz nie tym razem. Na temat męskiej wytrzymałości, przemówi Roy Ayers. Zanim jednak poznamy historię pewnego związku autora Everybody Loves the Sunshine, kilkanaście słów prawdy od trzech dżentelmenów. 


Isaac Hayes, kipiący testosteronem od stóp aż po czubek głowy, prawdziwy mężczyzna. Co zrobił, gdy ex-partnerka minęła go na ulicy? Zapłakał. Teddy Pendergrass w tęsknocie za ukochaną kobietą próbował zachować – jak śpiewał pan Williams – „suche oczy”. Myślał, pił, tęsknił, w końcu nie wytrzymał. To poważna sprawa, dwóch mężczyzn, symbole męskości swoich czasów, płacze. Kobiety muszą być okrutne. Nieważne czy się starasz czy nie, czy przynosisz do domu pieniądze czy wracasz pijany. Bez różnicy, efekt zawsze ten sam. Ona odejdzie i zostawi cię z niczym prócz ziarnka cynizmu zasianego w sercu.


William Bell, autor m.in. „I Forgot To Be Your Lover”, naturę kobiet poznał do cna. Został porzucony przez kobietę, z którą chciał spędzić resztę życia. Czy może być coś gorszego? W pogoni za lepszym jutrem zbyt późno zorientował się, że zapomniał być dla niej kochankiem. Czy to jest powód do rozstania? Czy jeśli mężczyzna chwyta się różnych, absorbujących czasowo zajęć, by zapewnić swojej miłości lepsze życie, to należy go spławić za brak okazywania uczuć? Zapomniał, ot tak po prostu, gorsze chwile zdarzają się każdemu. Ale czy tak postępuje prawdziwa kobieta?


Granice męskiej wytrzymałości poznał Roy Ayers. Jego miłosna opowieść rozpoczyna się w nowojorskim Central Parku. Ubrany w trampki, szorty i koszulkę z napisem Earth Wind & Fire, poznaje kobietę uosabiającą wszystkie męskie pragnienia. Po dwóch dniach znajomości biorą ślub. Szczęśliwy związek trwa cztery lata, do momentu, gdy inne kobiece głosy ingerują w małżeńskie pożycie. Wyssane z palca opowieści o skokach w bok Roya doprowadzają do groteskowych sytuacji. W ich związku nastał czas nieustannych rozstań i powrotów, aż do chwili, w której małżonka stawia ultimatum – ona odejdzie jeśli on nie przestanie grać koncertów. Jak można narzucać swoją wolę? To niedopuszczalne. Owszem, można porozmawiać, zasugerować pewne rozwiązania lecz nie stawiać ultimatum. Pan Ayers nie był pewien co usłyszał, dla zażegnania sporu wyszedł na krótki spacer wokół bloku. Po powrocie do mieszkania usłyszał tę samą groźbę. I wiedzą Państwo co odpowiedział? – Do widzenia! Ileż może znieść mężczyzna? To przekracza granice męskiej wytrzymałości. 

Lecz to nie koniec historii. Cztery lata później Roy w swoim nowojorskim apartamencie ogląda telewizję, nagle telefon odrywa go od odbiornika. Roy mówi „hello” lecz nikt nie odpowiada. Ponawia przywitanie i nagle słyszy znany damski głos. To dzwoni jego ex-żona. Miłosna historia pana Ayersa kończy się happy endem.



4/14/2016

5 Katowice JazzArt Festival 2016 (25.04 - 30.04)

9. zespołów i artystów w ciągu 6. festiwalowych dni, a do tego wydarzenia towarzyszące. Dzięki JazzArtowi, Katowice ponownie będą tętnić jazzem dzień i noc. 


Nasz ulubiony festiwal odbędzie się na terenie Katowic po raz piąty. To również piąty rok odkąd PHONO / Soul-jazz oficjalnie wspierają działania promocyjne JazzArtu. Piąta edycja to też okazja do wspomnień. Doskonale pamiętamy debiut festiwalu. Wówczas koncertowe miejsca były porozrzucane po całym mieście, tym samym zmuszając uczestników festiwalu do chodzenia po Katowicach - i co za tym idzie - odkrywania nowych lokalizacji. Pomimo upływu lat, ta idea pozostała niezmienna. Tym razem wydarzenia festiwalu odbywać się będą w przestrzeniach: Katowice Miasto Ogrodów Instytucji Kultury im. K. Bochenek, NOSPR, Jazzclub Hipnoza, Drzwi Zwane Koniem oraz Sali Teatralno-Filmowej Pałacu Młodzieży. 

Podobnie jak w latach ubiegłych, nazwa festiwalu to stan umysłu, gdyż jazz jest traktowany jako wyście w stronę multikulturowej improwizacji aniżeli ma stanowić solidny fundament, na którym wspiera się cały festiwal. Potwierdza to (jak zwykle interesujący) program 5. edycji Katowice JazzArt Festival.


Pierwszego dnia naszą uwagę skierujemy na występ free jazzowego tria The Thing, które zainauguruje festiwal w Jazzclubie Hipnoza. Po cichu liczymy, że to będzie przeżycie godne ubiegłorocznego koncertu projektu Blumenkranz's Abraxas plays Masada Book Two. Dzień później niezawodni muzycy z RGG Trio wprowadzą odrobinę harmonii w sali kameralnej NOSPRu, by późnym wieczorem udać się na solowy występ Raphaela Rogińskiego, znanego z chociażby świetnej płyty z muzyką Johna Coltrane'a i wierszami Langstona Hughsa.



27 maja, znakomitą akustykę wyremontowanej Sali koncertowej Pałacu Młodzieży przetestuje zjawiskowa Yasmin Levy. Tego samego dnia o tej samej godzinie miłośnicy Milesa będą mogli uczestniczyć w pokazie Miles Electric: A Different Kind of Blue odbywającym się w małej sali kina Światowid. 


W czwartek 28.04 w Sali Koncertowej Katowice Miasto Ogrodów wystąpi Brussels Jazz Orchestra nagrodzona m.in. statuetką Oskara za muzykę do filmu The Artist.


My jednak czekamy na powrót Jacka DeJohnette, który wystąpi solo w programie fortepianowym (ponownie sala kameralna NOSPR) oraz wieczorną sesję braci Oleś na perkusję i kontrabas w Drzwach Zwanych Koniem. Wielki finał nastąpi w sobotę 30.04 podczas obchodów International Jazz Day. Wtedy to na sali koncertowej Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia wystąpi Motion Trio wraz z Orkiestrą Kameralną Miasta Tychy AUKSO pod batutą Marka Mosia. Bilety na to wydarzenie dostępne wyłącznie w kasie NOSPRu.


Wieczorem, świętowanie dnia jazzu przeniesie się do Jazzclubu Hipnoza, gdzie wystąpi duńska noize-jazzowa grupa Selventer.

4/11/2016

If Music 3.0 (RSD 2016)



Trzecia część kompilacji If Music odkrywa przed słuchaczami (gównie) spoza Europy Wschodniej niespotykaną dawkę, nieokiełznanego przez komunistyczny ustrój jazz-funku, spiritual jazzu, disco zza Żelaznej kurtyny. 

Zaledwie sześć utworów wypełnia czarny, 180 gramowy winyl wydany w postaci rozkładanej okładki, jednak - trzeba przyznać - o klasie materiału nie świadczy ilość lecz jakość. Na stronie A, Wojciech Karolak, Alojz Bouda i Polski Jazz Ensemble, wyjątkowe połączenie jazz-funku, syntezatorowej muzyki elektronicznej odrobiną spiritual-jazzu spod znaku Polskich Nagrań. 

Przewracając winyl na drugą stronę, mocne, ocierające się o free uderzenie Rosjanina "Prince Igor" Yahilevich zamienia się w disco Andrzeja Korzyńskiego, by po kilku minutach powrócić do podniosłego tonu spiritual jazzu w wykonaniu Binder Quintet feat. John Tchicai.


Trzecia część, nosząca podtytuł Eastern Europe Sounds (1970 - 1986), której premiera odbędzie się tradycyjnie podczas Record Store Day, w tym roku obchodzonego 16.04.2016, zapewne przyczyni się do zmiany poglądu na muzykę tworzoną w tej części Europy. Za znakomitą, oddaną sprawie selekcję odpowiadają Jean-Claude z If Music oraz nasz kolega - Adrian Magrys z Lanquidity Records. 

Ogromnie doceniamy fakt, że ta kompilacja nie została przygotowana wyłączenie przez osoby "z zewnątrz", dzięki zaangażowaniu w projekt Adriana, Eastern Europe Sounds (1970 - 1986) stał się autentycznym pomnikiem minionej epoki, z której to co przetrwało ma szansę wreszcie zyskać uznanie na arenie międzynarodowej. Według zapewnień Jean-Claude'a, dystrybucja nie zawiedzie i w dniu premiery winyle będą dostępne w Polsce czy Rosji. 

Więcej na temat kompilacji w poniższym wideo:


Lista utworów:

A1. Wojciech Karolak - Discopus Nr 1 Pt.1 & 2 (If Music Extended Edit)
A2. Alojz Bouda - Random (Naslepo)
A3. Polski Jazz Ensemble - Song for Ewa

B1. "Prince Igor" Yahilevich - Double Sun
B2. Andrzej Korzyński - L'Arme Du Milicien – Patkarz
B3. Binder Quintet feat. John Tchicai - Sirató (Dirge)

3/09/2016

Rozgrzewka przed 5. edycją JazzArtu

Katowicką, festiwalową tradycją stają się koncerty poprzedzające główne wydarzenia. Instytucja Miasto Ogrodów będąca organizatorem Katowice JazzArt Festivalu przygotowała koncert zapowiadający piątą edycję. Do Katowic zaprosili trio Hypercolor, zespół namaszczony przez samego Johna Zorna.



Trio - jak można przeczytać w komunikacie prasowym - na swój debiutancki album kazało czekać aż osiem lat. Wydana w styczniu 2015 roku w wydawnictwie Tzadik Johna Zorna płyta Hypercolor, za oceanem zebrała doskonałe recenzje nie tylko w branżowych mediach. Ich muzyka nie daje się łatwo sklasyfikować. Nic dziwnego – zespół bowiem tworzy trójka wirtuozów, z których każdy wnosi własne inspiracje i muzyczne doświadczenia. Gitarzysta Eyal Maoz inspiracje czerpie z tradycji izraelskiej, basista James Ilgenfritz, mimo, że kształcił się w muzyce tradycyjnej i jazzowej sam nazywa siebie entuzjastą hałaśliwego rocka. Trzeci z muzyków – perkusista Lukas Ligeti, z jednej strony pozostaje pod wpływem muzyki swojego ojca – Gyorgy’a Ligeti (uznanego za jednego z czołowych kompozytorów muzyki współczesnej), z drugiej zaś – inspirują go polifoniczne, afrykańskie rytmy.

Dla znudzonych czytaniem, muzyka!


Katowicki koncert odbędzie się w Jazz Clubie Hipnoza 16.03.2016 r.

Bilety w cenie 20 zł (z kartą Aktywni Seniorzy 60+) i 30 zł, dostępne w sieci ticketpro.pl, ticketportal.pl i przed koncertem.

1/26/2016

Sacheva Group: "Diesel Disco" i "Rock 'n' Rolla"

Jazz bywa przyjazny skrzypkom, o czym w przeszłości przekonali o tym Zbigniew Seifert czy Michał Urbaniak. O współczesne, jazzowe brzmienie skrzypiec dbają m.in. Adam Bałdych oraz Bartosz Dworak, jednak grono muzyków sięgających po ten nieczęsto spotykany instrument w kontekście muzyki jazzowej jest znacznie szersze niż mogłoby się to wydawać. Tu warto wymienić pochodzącego z Ukrainy a studiującego na Wydziale Jazzu w katowickiej Akademii Muzycznej Andrzeja Sacheva. Skrzypek wraz z grupą krakowskich muzyków utworzył formację Sacheva Group. Jak do tej pory opublikowano dwa nagrania, które można odsłuchać poniżej. Program, który muzycy przedstawiają jest - jak sami piszą - inspirowany różnymi kulturami świata, łączy elementy jazzu, funku, rocku, ethno.

Skład:
Andrew Sacheva – skrzypce
Łukasz Komala - gitara
Marcin Chryczyk – bass
Liliana Zieniawa - perkusja